Psycholog Gliwice, Psycholog Katowice, Psycholog Tychy logo
Psycholog Gliwice, Psycholog Katowice, Psycholog Tychy


10.12.2015

Czy warto udać się do psychologa?



Czy warto udać sie do psychologa W swoim życiu podejmujemy wiele różnych decyzji i rozwiązujemy mnóstwo problemów. Są one wpisane w nasze życie i nie zastanawiamy się specjalnie wtedy, kiedy ma to miejsce. Działamy automatycznie, niczym doświadczony kierowca, który po prostu perfekcyjnie obsługuje w jednym czasie pedał gazu, sprzęgła oraz drążek, którym zmienia bieg, sprawiając wrażenie jakby urodził się z tą umiejętnością.Nikt wówczas nie myśli, żeby udać się do psychologa . Problem może powstać, kiedy napotkamy jakąś trudność, albo też, gdy sytuacji wymagających od nas podjęcia decyzji, nagromadzi się tak
duża ilość, że nasze środki zaradcze nie są wystarczające, aby podpowiedzieć jakieś sensowne rozwiązanie.
Dla każdego z nas problematyczne może być zupełnie coś innego: zmiana pracy, wybór zawodu, przeprowadzka, rozwód, choroba członka rodziny, choroba własna, problemy w komunikowaniu się i wiele innych spraw, które w indywidualnym doświadczeniu, stają się przeszkodą utrudniającą codzienną aktywność, a nawet mogą wpłynąć bardzo niekorzystnie na naszą równowagę psychiczną.

Zastanówmy się wspólnie nad wizytą u psychologa


Kiedy czujemy, że właśnie podejmujemy bardzo ważną decyzję, lub też wystąpił nadmiar sytuacji powodujących niepokój, dyskomfort, warto rozważyć spotkanie z psychologiem. Możemy mieć wątpliwości z korzyści odbycia takiej wizyty w gabinecie psychologicznym, to oczywiste. Bo, czy psycholog będzie rozumiał o czym mówimy? Czy psycholog może decydować o naszym życiu? Czy psycholog ma na tyle wiedzy, żeby móc wypowiadać się w naszej sprawie? Kiedy nam jest trudno zrozumieć, co dla nas może być dobre, to jak może wiedzieć to psycholog? Czy zrozumie mnie ktoś kto nie przeżył tego co ja? Przecież znamy osoby, które korzystały z porady psychologa i mówią, że nic im to nie dało.Wszystko to, co nasuwają wątpliwości jest uzasadnione, bo psycholog nie jest ekspertem od naszych spraw, psycholog nie udziela rad, psycholog nie decyduje o tym, co ma się dziać w naszym życiu. Także prawdą jest, że są osoby, które z porady psychologicznej nie są zadowolone.

Skoro to wszystko jest prawdą, to po co mamy myśleć o konsultacji psychologicznej?


A może dlatego, że psycholog jest kimś obiektywnym w naszej sprawie? Psycholog dopyta, zauważy fakty, których sami nie mamy możliwości dostrzec, wskaże rozwiązania, o których byśmy wcześniej nie pomyśleli. Naszym zadaniem jest dopasować dla siebie to, co u niego usłyszymy. Podczas konsultacji psychologicznej zyskujemy czas tylko dla siebie. Możemy usłyszeć od profesjonalisty obiektywną informację o naszej sytuacji. W razie potrzeby zostaniemy pokierowani do skorzystania jeszcze z innych form pomocy, np. konkretnych instytucji, podjęcia psychoterapii. Również możemy się przekonać, że to, co do tej pory robiliśmy jest dla nas słuszne, ale podejmując rozmowy z bliskimi nabieraliśmy wątpliwości co do swoich życiowych wyborów. Czasami nie wszystko, co usłyszymy, będzie zgodne z naszym oczekiwaniem, ale dzięki temu spojrzymy na problem, czy sytuację jeszcze z innej perspektywy. I nawet, jeżeli początkowo odniesiemy wrażenie, że byliśmy bliżsi rozwiązania problemu zanim przyszliśmy do psychologa, to po upływie czasu na pewno skorzystamy na szerszym rozumieniu sytuacji. Czasami rozbudzimy uśpione w nas zasoby, których nie docenialiśmy, albo nie byliśmy ich świadomi. Możemy przyspieszyć podjęcie decyzji, która była przez nas odraczana. Oczywiście to jest też doświadczenie, które nam powie, że…nie taki diabeł straszny. Dzięki temu, że opowiemy o swoim problemie profesjonaliście możemy poczuć, że nasze napięcie emocjonalne związane z tą właśnie sprawą znacznie się obniżyło. Wiele osób, udając się do psychologa, spodziewa się, gotowego rozwiązania zgłoszonego problemu, ale nie to jest celem pracy psychologa. Psycholog wskazuje różne drogi, powie, co może nas tam spotkać, ale to my decydujemy, w którą z nich skręcimy. Psycholog szanuje naszą autonomię. Psycholog zachowuje w tajemnicy sytuację problemową, z którą się zgłaszamy.

A co z osobami, które były niezadowolone z wizyty u psychologa?
Jeżeli rozważamy negatywne doświadczenia innych osób, to słusznie, ale nigdy nie zakończmy słuchania informacji wyłącznie na tym, że ktoś był niezadowolony. Dopytajmy, co konkretnie spowodowało jego niezadowolenie, czego oczekiwał. Niektórzy podając informację o wizycie, która nie miała dla nich korzyści, kierują się indywidualnymi trudnościami podczas spotkania, które z nami nie będą miały nic wspólnego.

Dzięki konsultacji psychologicznej


Zapoznajmy się z wypowiedziami osób, które zdecydowały się odbyć konsultację psychologiczną w trudnych dla nich sytuacjach.

Pani Ewa (lat 32)
Byłam w związku od 3 lat i zauważyłam, że coraz trudniej rozmawia mi się z moim partnerem. Miałam wrażenie, że w każdej rozmowie dążymy do różnych celów, że każde z nas ma różne pojęcie o obowiązkach i miło spędzanym czasie. Czułam, że on mnie nie rozumie. Także wzrastała moja niechęć do przebywania w domu. Wszystko, co powiedziałam i o co poprosiłam było niezwłocznie negowane przez partnera. Nie chciałam o tym rozmawiać z osobami bliskimi. Czułam się źle. Wiedziałam, że związek ten dobiega końca. Pierwszy raz pomyślałam o wizycie u psychologa. Było to w momencie, kiedy w telewizji obejrzałam program, gdzie przedstawiali problemy partnerskie i właśnie psycholog tłumaczył ich przyczyny oraz to, jak sobie radzić. Zdecydowałam się umówić na wizytę, aby opowiedzieć o swoim problemie. W głębi duszy czułam, że nic nie zyskam i w sumie sama nie wiedziałam czego mam oczekiwać. Wiązało się to z tym, że wiele rzeczy wówczas wydawało mi się niemożliwe do poprawy. Jakie było moje zdziwienie, kiedy psycholog, po wysłuchaniu mnie zaczął zadawać pytania, które „zwaliły mnie z nóg”. Nie miałam pojęcia, że tak wielu rzeczy nie wiem o sobie samej, a co dopiero o partnerze. Okazało się, że moja komunikacja pozostawia wiele do życzenia i mam kawał pracy do wykonania względem swojej osoby. Zdecydowałam się, poza konsultacją, na kilka spotkań, aby poprawić to, co z mojej strony było możliwe do zmiany. Dotąd myślałam, że robię wszystko dobrze. Oczywiście, że to „dobre” także było. Zakupiłam także kilka poradników dotyczących komunikacji w związku, ale bez ćwiczeń w gabinecie psychologicznym i możliwości dyskusji o autentycznych sytuacjach, same wskazówki teoretyczne byłyby niewystarczające. Prawdą było także to, co powiedział, że kiedy my się zmieniamy, to zmiana także zachodzi w partnerze. Nie mylił się. Moje rozmowy z partnerem zaczęły być ukierunkowane, zaczęły mieć sens. Zaczęliśmy wyrażać własne potrzeby, ale też w końcu słyszeliśmy samych siebie. Ależ oczywiście, że konflikty były i są, jednak mają „inny wymiar”. Dzisiaj, jakby ktoś mnie zapytał, czy gdybym miała problem, z którym sobie nie daje rady, czy poszłabym do psychologa? Z całą pewnością odpowiem: warto udać się na taką wizytę.

Pan Adam (lat 55)
W moim życiu układało się, jak to się ogólnie mówi „normalnie”. Jednak z powodów ode mnie niezależnych musieliśmy zmienić miejsce zamieszkania o 200 km. Sprawa zmiany zamieszkania podyktowana była moją aktywnością zawodową i wiązała się niewątpliwie z materialnymi korzyściami. Moja żona i dorosła córka początkowo nie kryły zadowolenia z tego tytułu. Wspólnie planowaliśmy i realizowaliśmy naszą aktywność związaną z zamieszkaniem w nowej dla nas miejscowości, urządzaliśmy mieszkanie, zapraszaliśmy znajomych, rodzinę. Jednak po 3 latach, nawet sam nie wiem kiedy, zaczęły się kłótnie. Okazało się, że żona jednak tęskni za miejscowością, w której wcześniej mieszkaliśmy (tamto mieszkanie zostało przez nas sprzedane). Córka nie chciała robić mi przykrości wcześniej, więc nic nie mówiła, ale ta przeprowadzka nie była przez nią w pełni akceptowana. To, co przeżywałem na skutek naszych dyskusji, które kończyły się krzykiem nas wszystkich na siebie i totalnym uczuciem beznadziei było jednym wielkim koszmarem. Nie cieszyła mnie praca, zarobki (naprawdę niemałe), a na myśl o zwykłej rodzinnej rozmowie pojawiał się lęk, bo przecież wiedziałem, jak to wszystko się skończy. Moje doznania fizyczne i psychiczne przypominały opisy depresji. Czułem się jak w pułapce. Koledzy w pracy radzili, żebym nie przejmował się tym, co mówią żona i córka, że tak naprawdę, to pewnie od nadmiaru pieniędzy poprzewracało im się w głowach. Początkowo uważałem, że mają rację, ale co z tego, jak to nie powodowało zmiany mojej sytuacji. Później już nawet kolegom nic nie mówiłem, bo ich wypowiedzi w sumie były bardzo podobne, a wręcz jeszcze nabrałem podejrzeń, że żona kogoś ma. Postanowiłem porozmawiać z kimś, kto popatrzy na moją sytuację w sposób obiektywny i umówiłem się na rozmowę z psychologiem. W pełni miałem świadomość swojej beznadziejnej sytuacji, ale nie miałem nic do stracenia. Nie chciałem tylko, żeby się ktoś dowiedział, bo później wiadomo jak mogłoby być? Facet na stanowisku, radzi sobie z wyzwaniami w pracy a kobiety robią z nim, co chcą. To nie była jedna wizyta, ale dzisiaj: córka ma swoje mieszkanie (pomogliśmy z żoną w zakupie) oraz chłopaka, z którym planuje przyszłość. Wspólnie z żoną wybraliśmy miejscowość, w której zakupiliśmy mieszkanie (spłacamy kredyt). Nie jest to miejscowość bardzo odległa od dawnego miejsca zamieszkania, także mamy bliżej do dawnych znajomych i rodziny. Natomiast w pracy poprosiłem o mniejsze mieszkanie służbowe i teraz czasami dojeżdżam do pracy, a kiedy zaistnieje potrzeba, zostaję w malutkim mieszkaniu i jestem blisko mojego zakładu pracy. Oto rezultat wizyty u psychologa. Żałuję, że nie poszedłem tam wcześniej. Oczywiście nie wszystko odbyło się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, nie mniej jednak, pokusiłbym się o słowa: nie wierzę. Wiem, że całą pracę wykonałem ja, ale bez spojrzenia z innej perspektywy nie wiedziałbym, że ona jest. Na skutek stresu i obwiniania się wzajemnie popadaliśmy w coraz trudniejszą sytuację. Najtrudniejsze było uznanie, że to co słuszne w moim mniemaniu, nie musi być słuszne dla innych, a drugą to, że też przyczyniłem się do obecnej sytuacji. Odkryłem natomiast, że moje zasoby, które w pracy zawodowej przyczyniły się do sukcesu można „przemycić” na grunt rodzinny. Wszystko to wymagało zaangażowania z mojej strony i czasu, ale na szczęście czas upłynął. Dzisiaj nie chcę myśleć już o wizycie u psychologa, ponieważ chcę radzić sobie sam. Jednak, gdy tego będzie wymagało szczęście rodziny…nie będę się zastanawiał. Będę także bardzo ostrożny względem podejmowania decyzji pod wpływem ogromnych emocji i kiedy w grę będą wchodziły jakieś większe zmiany, nie obejdzie się bez rozmowy z żoną, przecież, za pewnymi działaniami stoi nasza wspólna odpowiedzialność.

Pani Krystyna (wiek 44)
Sama wychowuje córkę, która jest dorosła, skończyła już 20 lat. Moje marzenia związane z nią, jej nauką skończyły się, kiedy się okazało, że córka wymaga opieki psychiatry. Leżała także w szpitalu, gdzie została postawiona diagnoza schizofrenii. Wszystko, co miłe skończyło się dla mnie. Córka wcześniej miewała problemy, a to z koleżankami było jej trudno utrzymać kontakt, czasami też zamykała się w pokoju na dłużej i w ogóle się do mnie nie odzywała. Kiedy otwierałam drzwi, była wpatrzona w jeden punkt, albo szeptała sobie coś do siebie. W szkole też różnie bywało, ale myślałam, że to przejściowa sprawa. Jednak lekarz uświadomił mnie, że właśnie to mogły być już początki choroby. Nie chcę opisywać w jakich okolicznościach córka trafiła do szpitala, bo wszystko to jest dla mnie bardzo trudne, wręcz koszmarne. W oddziale, którym hospitalizowano córkę pracują naprawdę przemiłe lekarki, pielęgniarki, psycholodzy, ale ja potrzebowałam porozmawiać z osobą, która nie pracuje w tym szpitalu. Nie potrafię uzasadnić tego, ale taką poczułam potrzebę. Może w szpitalu ciągle doświadczałam trudności zrozumienia wynikającego z obserwacji innych chorych, może jakaś część mnie potrzebowała niezależnych wypowiedzi, a może ja chciałam coś zyskać dla siebie. Nie wiem. Wiem, że wszystko to było niezwykle trudne. Postanowiłam, że umówię się na wizytę do psychologa, który będzie w innym miejscu, niż szpital. Spotkałam się z panem psychologiem kilkakrotnie. Był to psycholog, który przedstawił mi możliwości radzenia sobie z chorobą córki. Zapoznał z metodami, które powodują obniżenie poczucia strachu o przyszłość, o córkę. Nauczył mnie rozumienia tego, jak córka może reagować i jak należy z nią rozmawiać. Nie było to nic niezwykłego w porównaniu z tym, co mówili fachowcy w szpitalu, czy obecnie w poradni. Miałam jednak uczucie niesamowitego komfortu, mogłam poruszać problemy trudne i czasami nie związane tylko z córką. Jednak wszystko to układało mi się w jakąś całość. Składałam wiedzę ze wszystkich stron, stałam się bardziej czujna na pewne zachowania córki oraz własne, które dotyczą naszej relacji. Obawa o przyszłość, trudności z pogodzeniem się, że akurat to moja córka jest chora, nadal są. Jednak nie mają charakteru niezwykłej paniki. Myślę, że stan względnego spokoju uzyskałam właśnie dzięki spotkaniom w gabinecie. Mam styczność z rodzinami innych chorych, którzy dłużej się leczą od mojej córki, i czuję, że jestem o wielki krok od nich. Dodam, że wiele wskazówek bardzo istotnych dla mnie uzyskałam już na pierwszym spotkaniu z psychologiem.

Wyciągnijmy wnioski


Osoby, które zechciały się podzielić tym, co zyskały podczas wizyty u psychologa przedstawiają, poza przykładem konkretnego problemu, znaczące informacje o przebiegu spotkania. Zwróćmy uwagę, że psycholog podążał za tym, na co była gotowa osoba zgłaszająca się, nie narzucał swojego zdania. Doprowadzał do tego, że sytuację, która była oceniana dotąd jako niezwykle trudna, bez wyjścia, można rozwiązać. Jeżeli problem była choroba psychiczna członka rodziny, przedstawił wiedzę o przebiegu choroby, objawach towarzyszących, która pozwoliła na zaadaptowanie się do nowej sytuacji, udzielił wskazówek, które można było dopasować do własnych potrzeb. Osoby, które się zgłaszały, wykazały współpracę w zakresie poruszanego problemu. Mimo, że mówiły o kłopotliwych sytuacjach, dla nich bez wyjścia, a rozwiązanie tych sytuacji nie zawsze łączyły z własnym działaniem, otworzyły się z pewną gotowością na uznanie innego punktu widzenia. To właśnie ta współpraca przyniosła rezultaty.

Autor: Małgorzata Jabłońska

Tagi: Psycholog, wizyta u psychologa, pomoc psychologa